SANOCKIE ZMAGANIA Z ORTOGRAFIĄ, czyli Wyimki z diariusza wojażu
Dodane przez mw dnia
Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą. Mimo iż jest to powszechnie znana prawda, w tym wypadku hołubione w marzeniach wojaże kształciły w nieco nietypowy sposób. Dnia 28.03.2014 r. w Zespole Szkół nr 1 uczniowie sanockich szkół zmierzyli się z dyktandem, którego tematem było planowanie wyprawy do Włoch. Na nieustraszonych wirtuozów języka polskiego, starających się o zdobycie tytułu Sanockiego Mistrza Ortografii, czekały niewinnie wyglądające pułapki ortograficzne, które ostatecznie nastręczały wiele trudności. Reprezentanci naszego gimnazjum stanęli jednak na wysokości zadania, a wyniki prezentują się następująco: II m. Ewa Hant – uczennica klasy 3c, III m. Maria Berdysz z klasy 3b i IV m. reprezentantka 3d – Gabriela Widota.
Zmagania upłynęły w miłej atmosferze, a zwycięzcy konkursu zostali obdarowani ciekawymi nagrodami. Warto dbać o kulturę języka i do tej trudnej sztuki przykładać należytą wagę, gdyż, cytując pełne wiarygodności słowa Juliana Tuwima: „Jak można tak znieważać urodę naszą i ród? Trzeba się uczyć! Uważać! Na pewno opłaci się trud!”
A oto tekst dyktanda konkursowego:
Wyimki z diariusza wojażu
Dokąd by jechać? Niech no by ktoś doradził. Wszakże nie sztuka dać się obłupić ze skóry i wyzuć się z bez mała ośmioipółletnich oszczędności. Jednak niepodobna już było wyrzec się hołubionego w marzeniach tournée. Zrazu zamierzaliśmy lecieć LOT-em do Francji, jednakże przeważył samochód i Sycylia. Kompletując najpotrzebniejsze wyposażenie, przetrząsnęliśmy spichrze wujostwa, którzy słyną z chomikowania. Wygrzebaliśmy przewodnik Larousse’a sprzed wojny i stary dziewiętnastowieczny instruktarz. Współczesnego instruktażu nie poskąpili nam druhowie, nie najgrzeczniejsi, ale za to na poziomie zawodowstwa znający ojczyznę Nicola Machiavellego i gusty mafiosów. Kazali nam wziąć ze sobą fotooffsetowe odbitki paszportów. Coczwartkowa średnioterminowa prognoza meteorologiczna nie była niepomyślna. Zamontowałem w peugeocie zestaw głośnomówiący dla telefonu komórkowego. Chciałem się raz-dwa spakować, więc obie panie wrzuciły luzem do wozu mini- i midi-spódnice. Żeby uniknąć hipochondrii, upchnęliśmy w bagażniku żywności w bród, bo choć obżartuchami nie jesteśmy, nie dojadać nie zamierzaliśmy. W noc przed wyjazdem prześladowały mnie we śnie erynie, potem obskoczyły fauny, które wreszcie przegonił sam Cerber i Bachus z bachantkami. Na aluzje o cudzołóstwie żona stanęła w pąsach. W drodze wbrew prognozie mżyło, a niebo było niebieskawoszare. W półbrzasku minęliśmy Konstancin-Jeziornę, kierując się na południowy-zachód, na Kraków Płaszów, a nadwiślańskie łęgi wyglądały, jakby się szadź na nich osadziła.
Serdecznie gratulujemy zwycięzcom tego arcytrudnego dyktanda!!!
http://esanok.pl/2014/sanocki-mistrz-ortografii-wyloniony-zdjecia-ij009.html
Rozszerzona zawartość newsa